Smutne te targi, choć bardzo bogate w sprzęt i wystawców. Smutne, bo pierwsze bez Andrzeja Kozłowskiego.
To tu właśnie, przy ul. Marsa odbywają się w tym roku Targi Wiatr i Woda.
W halach przy Marsa tak nie wieje jak na Stadionie Narodowym, ale za tłok niesłychany. Niby żeglarze i wodniacy powinni być przyzwyczajeni do zimnych wiatrów i ostrych szkwałów, ale handlowcy widać już za zimnem i wiatrem nie przepadają. Uciekli ze Stadionu na Wygodę.
Targi odbywają się w dwóch obiektach. Głównej hali targowej podzielonej na trzy części i namiocie wystawienniczym z labiryntem kręcącym pomiędzy stoiskami.
Jak zwykle można tu obejrzeć najpiękniejsze i najbardziej luksusowe jachty, osprzęt do nich i innych łódek sprzęt do nurkowania, kajaki, deski, maszty, okucia, wiosła, liny, ale też grille bezdymne, kuchenki, sokowirówki i maszynki do ostrzenia noży.
Bardzo dużym zainteresowaniem cieszyły się domy na wodzie, które można obejrzeć w Porcie Czerniakowskim. Okazuje się, że stosunkowo niewielkim nakładem można mieć nie tylko miły kąt, ale taki, który nie jest na stałe uwiązany do jednego adresu. Tańszy jest od mieszkania w bloku, kupowanego z rynku wtórnego, a do snu ukołysze i widok z okna czy tarasu niepowtarzalny.
Targi Wiatr i Woda to nie tylko wystawa pływadeł i ich osprzętu. Odbywają się spotkania z podróżnikami, autorami książek podróżniczych czy mistrzami sportów wodnych. Myśmy spotkali kapitana Krzysztofa Baranowskiego, chłopaka ze Lwowa, który od lat mieszka na warszawskim Zaciszu.
Dziś jest ostatnia szansa by odwiedzić targi w tym roku.