Dyskusja o grodzeniu warszawskich osiedli trwa w najlepsze od wielu już lat. Ale nie przynosi niestety spektakularnych efektów. Owszem, coraz częściej inwestorzy otwierają się na miasto, ale zazwyczaj dotyczy to pojedynczych budynków w centrum Warszawy.
Na obrzeżach stolicy proceder budowania „zasieków” kwitnie w najlepsze. Zagradzane są nawet te osiedla, które dotychczas płotów nie miały – rośnie liczba szlabanów, ochroniarzy, kamer i zakazów.
Warszawskie osiedla zaczynają przypominać betonową pustynię – wzdłuż dróg ciągną się kilometry ogrodzeń. Po chodniczkach pomiędzy jezdnią a płotem przemykają się matki z dziećmi w wózkach. Nie ma gdzie się zatrzymać czy usiąść.
I co z tego, że za ogrodzeniem jest eldorado – pięknie zagospodarowana przestrzeń osiedla, skoro jest ona niedostępna? Dla przechodnia to jak lizanie cukierka przez papierek – piękny widok przez kraty.
Przygnębiające.
Dla przyjezdnego to powszechne zamykanie wszystkiego jest dodatkowo dotkliwe, gdyż nie ma miejsca aby zaparkować samochód. Jeśli nie jest się mieszkańcem, jeśli nie ma się swojego wykupionego miejsca parkingowego to jest się intruzem. Pozostaje pusta ulica z zakazami parkowania lub postawionymi na chodnikach doniczkami lub słupkami.
Ogrodzenia to niestety choroba tocząca miasto.
Wydzielanie z przestrzeni publicznych przestrzeni prywatnych to jest bowiem zawłaszczanie przestrzeni publicznej, które prowadzi do paraliżu naturalnego rozwoju miasta.
Zazwyczaj przestrzeń publiczna jest zawłaszczana pod pretekstem zwiększenia bezpieczeństwa. Ale zamknięte enklawy wcale tego nie gwarantują. Wprowadzają, natomiast podziały, których konsekwencją (w dłuższej perspektywie) mogą być negatywne zachowania społeczne. Organizacja przestrzeni publicznej wpływa bowiem na sposób kontaktowania się ludzi.
Coraz częściej w planach zagospodarowania przestrzennego pojawiają się zapisy, które dają możliwość ograniczenia procederu grodzenia. Żaden akt prawny nie zadziała jednak jeśli nie będzie świadomości mieszkańców i ich woli bycia współtwórcami miasta.
Tymczasem płoty powstają niestety na wyraźne życzenie mieszkańców.






Komentarze