X
    Categories: Miasto

Objazdy niepodległościowe

niespodziewana od dawna sytuacja. Autobus na przystanku autobusowym przy Grubej Kaśce

Mogła pani cokolwiek powiedzieć przez megafony! Po co wam te mikrofony kupiliśmy?

Warszawiacy nie na tyle są przyzwyczajeni do ciągle pojawiających się zmian w trasach linii komunikacyjnych, by pogodzić się z tym, że informacja o zmianach jest słabo dla nich dostępna.

11 listopada miastem wstrząsnęły trzy duże imprezy, które spowodowały, że i autobusy i tramwaje nagle zaczęły jeździć zupełnie innymi trasami. Informacji dla pasażerów oczekujących na przystankach nie było żadnej. Po prostu nagle przestały one pojawiać się tam gdzie oczekiwali ich pasażerowie.

Przykładem niech będą przystanki przy Grubej Kaśce.
Autobusy zamiast na przystanku tramwajowym pojawiały się na dawnym autobusowym, z tramwajów przyjeżdżał tylko 74 jeżdżący za czwórkę na Wyścigi. Oczywiście elektroniczna tablica systemu informacji dla pasażerów radośnie zapowiadała i tramwaje, których nie było i autobusy omijające przystanek. Na zadawane pytania motorniczy tramwajów odsyłali do strony internetowej ZTM, choć jak wiadomo nie każdy ma natychmiast taką możliwość, a są tacy pasażerowie, którzy prócz braku możliwości nie mają także chęci zaglądania do Internetu, a za przejazdy płacą. Zresztą ZTM zlekceważył nie tylko pasażerów ale także kierowców autobusów, którzy objazdów czasami szukali po omacku.

Przed południem odbył się Bieg Niepodległości, który zamknął jedną z najważniejszych arterii komunikacyjnych Warszawy na trasie od ulicy Rakowieckiej do Ronda Radosława (dawniej Babki). W związku z tym biegiem autobusy i tramwaje skierowane zostały na trasy objazdowe. Nie pierwszy zresztą raz.

Objazdy niepodległości – Aleja Solidarności w kierunku Al. JP2 i Woli – zamknięta. Autobus jedzie w objazd.
fot. MPawlik

Z tramwajami, to jeszcze jest pół biedy. Tych tras objazdowych nie ma zbyt wiele. Autobusy mają większy wybór. Zdaje się, że ZTM działa w tym przypadku rutynowo i beznamiętnie czyli puszcza organizację po prostu na żywioł. Kierowcy nie mieli wsparcia w postaci instruktorów ZTM, którzy mogli by wyjaśnić wątpliwości. I tak m.in. autobus 190, którym kierował młody kierowca pod opieką swego patrona, wpadł w pułapkę i na ul. Stawki musiał cofać się by zgadywać którędy ma pojechać. Objazd dla tej linii (oraz 527, 171, 520), wytyczany wąskimi i krętymi ulicami Zajączka (od Mickiewicza), Felińskiego i Rydygiera, też nie jest najlepszym pomysłem.

Ale co z tymi mikrofonami i megafonami?
Otóż każdy autobus i tramwaj, a w każdym razie zdecydowana ich większość, jest wyposażony w system nagłaśniający. Tak właśnie komunikował się z pasażerami Wesoły Kierowca nim został srodze przez ZTM zbesztany i zakazano mu używania tych technikaliów. W jednym z autobusów, który skręcając ze swej trasy wywołał jak zwykle w takich wypadkach konsternację i lekką panikę, starsza pani z kulami zwróciła się do pani za kierownicą z pytaniem dlaczego nic pasażerom nie powiedziała. Ma przecież mikrofon i mogła się posłużyć głośnikami by wyjaśnić ludziom zmiany. Pani kierowca odesłała ją do ogólnodostępnej informacji zapewnionej przez ZTM. Informacji, w której ZTM informował, że mogą zdarzyć się objazdy oraz przystanki na żądanie na trasach objazdowych.

Objazdy niepodległości – „szczegółowa” informacja ZTM
fot. MPawlik

I w ten sposób koło się zamknęło, ale pozostało dręczące pytanie. Dlaczego nie posłużono się głośnikami? Przecież to i proste narzędzie a i miłe dla pasażerów, którzy kupując np. bilet na 20 minut, mogli go wyrzucić do śmieci po jednym czy dwu przystankach. Chyba, że mieli numer startowy Biegu Niepodległości, bowiem urzędnicy, znów z kieszeni mieszkańców, zrobili zawodnikom prezent w postaci darmowych przejazdów. Zawodnicy nie muszą budować przyjaznej komunikacji w Warszawie.

Czy nas dziwi niechęć informowania pasażerów przez prowadzących pojazdy stołecznej komunikacji zbiorowej? Nie za bardzo. Odkąd Zarząd Transportu Miejskiego w surowy sposób potraktował Wesołego Kierowcę o mały figiel nie wyrzucając go z pracy, prowadzący pojazdy KM wyostrzyli swój instynkt samozachowawczy. Oni często bardzo lubią swoją pracę, swój tramwaj czy autobus. Z pracy czerpią nie tylko środki na utrzymanie, ale i przyjemność. Dlaczego więc jakiś urzędnik z ZTM-u miałby im to odbierać?

A pasażerowie?
Czy to tylko taki dodatek do rozkładów, planów i koncepcji kłębiących się w gabinetach ZTM?

A swoją drogą to można było poczynić ciekawe obserwacje socjologiczno-technologiczne. Otóż w momencie gdy pojazd komunikacji miejskiej zbaczał ze swej stałej trasy (w miarę stałej, bo one też nie znają dnia ani godziny) to pasażerowie najpierw zdziwieni spoglądali z niepokojem w stronę prowadzącego, później rozglądali się po sobie i za szyby, a następnie większość wyjmowała telefony komórkowe i zaczynały się relacje, usprawiedliwienia, informacje o spóźnieniach i wyrazy niepewności o najbliższą przyszłość. Sporą ciekawostką była rozmowa odbywana między małżonkami jadącymi tym samym autobusem. On z córką na kolanach siedział na fotelach widokowych (pierwsze po prawej stronie za kabiną kierowcy), Ona z drugą pociechą i wózkiem w przedziale przeznaczonym dla wózków. Odległość – około 2 m. Uzgadniali telefonicznie gdzie po zmianie trasy mają się ewakuować na z góry nieupatrzonym przystanku.

Michał Pawlik:

This website uses cookies.