0

Andrea Bocelli powstrzymał chmury

Plakat reklamujący koncert
Plakat – reklamujący koncert
fot. Materiały organizatora

Od dawna wiadomo, że imprezy plenerowe najlepiej udają się wtedy, gdy nie pada deszcz.

Dlatego nawałnica, która przeszła nad Warszawą w niedzielne popołudnie,   26 czerwca  2016 roku, wywołała duże zaniepokojenie osób, które wybierały się na koncert Andrei Bocellego. Domyślam się, że przedstawiciele organizatora – firmy High Note Events, działającej pod marką MAKROCONCERT – przeżywali wielki stres. Osoby podążające w kierunku Stadionu Legii Warszawa, gdzie zorganizowano koncert, widziały na Powiślu połamane drzewa i powalone latarnie. Jednak na stadionie panował idealny porządek, mimo że wisiały nad nim sino-czarne chmury. Zaczęło nawet mżyć.

Przed koncertem zbiórka widzów pod zachmurzonym niebem
Przed koncertem – zbiórka widzów pod zachmurzonym niebem
fot. Materiały Organizatora

Kiedy jednak zagrała muzyka i rozległ się śpiew, deszcz przestał padać. Widocznie wiatr zasłuchał się w piękny tenor Andrei Bocellego i przestał popędzać chmury. One też zasłuchały się i nie chciały przerywać koncertu, tylko od czasu do czasu puszczając jakieś łezki.

Do wysokiego poziomu gwiazdy wieczoru dostosowali się pozostali artyści. A było ich sporo! Ba, Chór Opery Bałtyckiej został – na potrzeby tego koncertu – powiększony z czterdziestu pięciu do pięćdziesięciu dziewięciu osób! Śpiewakom towarzyszyła Polska Orkiestra Radiowa, którą dyrygował Marcello Rota. Włoski dyrygent z polską orkiestrą – to kolejny dowód na to, że muzyka nie zna granic. Zresztą Marcello Rota znany jest z tego, że dość regularnie występuje z orkiestrami z całego świata, towarzysząc również innym przedstawicielom muzyki klasycznej.

Zanim jednak na scenie pojawiły się duże zespoły, zagrał duet gitarowy CARISMA. Magdalena Kaltcheva i Carlo Corrieri w 2011 roku zakończyli swoje kariery solowe i postanowili grać razem. Efekt jest niezwykły: znakomita technika gitarowa pięknie łączy się ze współczesnym innowacyjnym dźwiękiem. Do tego dochodzi radość grania, widoczna zwłaszcza u Magdaleny.

Andrea Bocelli jest znany z tego, że podczas koncertów towarzyszą mu piękne i znakomicie śpiewające kobiety. Nie inaczej było podczas warszawskiego koncertu. Na scenie wystąpiła sopranistka Alessandra Marianelli, która odgrywała główne role w najsłynniejszych operach, na deskach wielu znaczących teatrów operowych świata. Uczestniczy ona również w wielu festiwalach muzycznych. Z kolei druga z solistek – Ilaria Della Bidia – jest znana z występów w telewizji, zwłaszcza w duecie wokalno-instrumentalnym DUEL. Śpiewana przez nią piosenka Venerdí była, w latach 2013-2014, najczęściej ściąganym dzwonkiem telefonicznym. Ilaria nie tylko śpiewa: jest też autorką tekstów i kompozytorką.

Andrea Bocelli i Ilaria Della Bidia - wspólny śpiew
Andrea Bocelli i Ilaria Della Bidia – wspólny śpiew
fot. Materiały Organizatora

Tradycją koncertów Andrei Bocellego jest to, że dzielą się one na dwie części. W pierwszej króluje muzyka klasyczna, a w drugiej zastępuje ją muzyka filmowa. Widzowie obcowali zatem między innymi z ariami z oper Giuseppe Verdiego (Trubadur, Rigoletto i Traviata) i Giacomo Pucciniego (Gianni Schicchi i La bohẻme), usłyszeli Ave Maria Franza Schuberta. W drugiej części powróciliśmy do słynnych kompozycji filmowych, między innymi: Nino Roty (Osiem i pół oraz Ojciec chrzestny), Andrew Lloyda Webera (Upiór w operze) i Leonarda Bernsteina (West Side Story). Nie ukrywam, że – jak zawsze – poleciały mi łzy, kiedy słuchałem utworu Mamma, skomponowanego przez Cesare Andrea Bixio.

Zasłuchani melomani na płycie stadionu
Zasłuchani melomani – na płycie stadionu
fot. Materiały Organizatora

Nie bez kozery Andrea Bocelli jest żartobliwie nazywany przez swoich fanów „rekinem muzyki klasycznej”. Mimo, że w wieku 12 lat stracił wzrok, nie stracił miłości do muzyki. Zaraża nią słuchaczy na całym świecie, jednocześnie zachowując niezwykłą pokorę i skromność. Widać było, że ten koncert sprawiał przyjemność włoskiemu artyście. Nie zawsze zdarza mu się aż kilka razy bisować. Być może zawdzięczamy to niezłej akustyce na stadionie Legii, być może Bocelli wyczuł, że słuchacze są aktywni. Z całą pewnością jest to też zasługą organizatorów, którzy zadbali o wszystkie detale. Osobiście mam tylko dwie prośby do firmy High Note Events, działającej pod marką MAKROCONCERT: żeby w przyszłości programy koncertów (nota bene, pięknie wydane) zawierały polskie tytuły utworów, zaś do pięknej muzyki zamawiali gwieździste niebo.

Kwiaty na zakończenie koncertu w pełni zasłużone
Kwiaty na zakończenie koncertu – w pełni zasłużone
fot. Materiały Organizatora
1 lipca 2016 12:49

Komentarze