Myśląca chyba wyłącznie o Lidze Mistrzów drużyna warszawskiej Legii wyjechała na mecz z Górnikiem Łęczna do … Lublina.
To była prawdziwa katastrofa w wykonaniu legionistów, którzy w konfrontacji z jedną ze słabszych drużyn Ekstraklasy od początku zupełnie oddali pole. Już statystyka strzałów po pierwszej połowie wskazywała na zupełny brak aktywności, bądź co bądź, Mistrza Polski.
W drugiej połowie okazało się, że na to miano zasługuje jedynie bramkarz Arkadiusz Malarz, który drugi raz z rzędu (po środowej potyczce w Zabrzu) obronił rzut karny oraz kilkakrotnie wychodził obronną ręką z wydawało się beznadziejnych sytuacji.
Ze szczęściem jednak nie można igrać i fatalna postawa wojskowych została przez Łęcznian, grających w tym sezonie na nowym stadionie w Lublinie (co budzi wiele kontrowersji wśród części kibiców), wykorzystana. W 80 minucie objęli oni prowadzenie, którego nie oddali do końca, co zresztą nie dziwi, bo w dalszym ciągu ataki Legii były przewidywalne i ślamazarne.
Mistrz Polski dokonał wyczynu nie lada przegrywając na przestrzeni kilku dni z pierwszoligowcem i outsiderem ekstraklasowej tabeli. „Górnik” nie będzie się w najbliższych dniach najlepiej kojarzyć kibicom drużyny z Łazienkowskiej. Niedługo się okaże jak im się będzie kojarzyć hasło „Dundalk”.
Komentarze