Prostota i pragmatyzm. Innymi słowy mała Honda CB125f. Funkcjonalna aż do bólu. Razem z IAuto testujemy kolejne dziecko Hondy.

I właściwie w tych dwu zdaniach mógłbym zakończyć moje wrażenie z prawie tygodniowego „ujeżdżania” małego kucyka ze stajni Hondy.
Mógłbym. Gdyby nie fakt iż ten maluch przy odpowiednim nastawieniu moze dostarczyć masę przyjemności. Otwarcie mówiac mnie jej fizyczność się nie spodobała. Za to moja żona i dzieciaki polubiły ją od razu. Stwiedziły jednomyślnie iż Hondzia jest „papuśna”. No i jak dorosły facet z siwym łbem moze zadawać szyku na takim motocyklu? Na PAPUŚNYM?! No nie da się. Faktycznie. Nie zauważany na ulicach. Ignorowany przez „kolegów” na większych maszynach. Nie zdażyło sie by ktokolwiek odpowiedział na tradycyjne motocyklowe LWG. Stwierdziłem zatem ostentacyjnie, że same „buce i snoby” po ulicach stolicy latają i przestałem zwracać na towarzystwo uwagę.
I wtedy „odkryłem” Hondę CB125F.

Te 128 kilowe stosunkowo krótkie (2m) niepozorne maleństwo kryje w sobie ciut więcej niż się początkowo może wydawać. Nisko zawieszona (tylko 77cm) wygodna kanapa przy dość wysokiej i szerokiej kierownicy powoduje że moim zdaniem bliżej jej w stylu jazdy do „supermoto” niż do typowego nakeda. Potęgował to wrażenie dźwięk jaki generuje, dość głośny, suchy i nieco nieregularny terkot. W ruchu miejskim 10.6 KM w połączeniu z 5-stopniową skrzynią biegów pozwala na bezstresowe lawirowanie miedzy autami i sprint z „poolposition” na tyle żwawy by żadnego z puszkarzy nie zirytować. Do tego będzie to sprint, który nie sięgnie do naszej kieszeni zbyt głęboko. W sumie to wcale nie sięgnie. „Papuśna” Honda zadowala się bowiem przy ostrzejszej jeździe „półnaparstkiem” benzyny. Oficjalnie 1,9/100. W rzeczywistości zadowoli ją 1.5l do 2l przy ostrzejszym używaniu manetki gazu.

Za to nie mogę pojąć dlaczego wyposażoną ja z tyłu w bębnowy całkowicie niewydolny hamulec, którego to istnienia właściwie nie zauważałem mimo wielu podejmowanych prób.

Co prawda te dwa tłoczki zaciskające się na 240mm tarczy z przodu są zupełnie wystarczające zwłaszcza że Vmax to tylko 90/h, niemniej lekki niedosyt pozostaje. Powiedzmy sobie otwarcie, te 90km/h osiągane po długim, baaaardzo długim rozbiegu i faktycznie da się. Ale użyteczność prędkości maksymalnej jest moim zdaniem znikoma i jest to o tyle dziwne ze do 80-ki motorek zbiera się w bardzo żwawo. A potem dostaje nagłej zadyszki by nie powiedzieć że zapaści.
Ot typowa zdaje się 125ka do miasta. Zastąpi nam auto. Zawiezie do pracy, na zakupy. Ominie korki. I co ważne. PRZEBACZY błędy, jest bowiem tak łatwa i bezproblemowa w prowadzeniu, obsłudze i eksploatacji że z czystym sumieniem można ją polecić każdemu, kto chce zacząć zabawę z motocyklami.

Ew. każdemu kto potrzebuje prostego (zero zbędnej elektroniki) niezawodnego i bardzo ekonomicznego zamiennika auta w mieście. I o ile nie uważamy że moto to również tzw styl i wygląd (czyli mówiąc wprost „szpan”) to dostarczy nam mnóstwa przyjemnosci z jazdy po miejskich dziurach, zaukach i uliczkach. Także tych w które „dorosłym”, dużym motocyklem za nic nie wjedziemy.
Komentarze