O filmie paradokumentalnym „Mrożek. Życie warte jest życia” Pawła Chara opowiada Roman Soroczyński.
Świat jest tak skonstruowany, że o sławnych ludziach krążą rozmaite legendy. Sławomir Mrożek nie był wyjątkiem. Między innymi opowiadano o jego mrukliwości. Sekretarz pisarza z ostatnich lat jego życia, Paweł Chara, dowodzi, że to nieprawda.
Najpierw zaprezentował, na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, portrety Mrożka. Część tych zdjęć znalazła się w albumie „Mrożek. Życie warte jest życia”. Natomiast 13 października 2015 roku pokazał swój film paradokumentalny o tym samym tytule. Producentem filmu jest Fundacja im. Sławomira Mrożka, zaś sponsorem strategicznym była PGNiG S.A.
Prapremiera filmu odbyła się w warszawskim Teatrze Polskim. Sądzę, że miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo. Wszak to właśnie Teatr Polski nazywano domem Mrożka, to akurat tu wystawiano prapremiery kilku jego sztuk, wśród których były między innymi „Ambasador”, „Kontrakt”, „Portret” czy „Karnawał czyli pierwsza żona Adama”.
Zanim jednak przysłowiowa kurtyna poszła w górę, a raczej został opuszczony ekran, dwóch aktorów Teatru Polskiego, Jarosław Gajewski i Piotr Cyrwus, zaprezentowało fragmenty „Dzienników” Sławomira Mrożka. Ileż ciekawych spostrzeżeń dotyczących lat sześćdziesiątych XX wieku wówczas zapisał wybitny pisarz! Jeśli dodać do tego wspaniałą interpretację, zwłaszcza pierwszego z aktorów, to chyba każdy widz był poruszony do głębi.

Większość filmów dokumentalnych pokazuje jakieś zdjęcia czy dokumenty lub prezentuje wypowiedzi różnych osób. Paweł Chara wykorzystał te wszystkie elementy. Jednak jego artystyczny film zawiera w sobie coś jeszcze: ż y w e g o Sławomira Mrożka. Bohater filmu cieszy się otaczającą go rzeczywistością, ogrzewa się przy ognisku, rozkoszuje się kieliszkiem wina, podśpiewuje przeboje swojej młodości. Czasem mówi niewyraźnie, ale wszyscy rozumiemy, że są to skutki afazji.
Bezpośrednio po premierze Paweł Chara opowiadał o kulisach kręcenia filmu. Bohater filmu zgodził się na nagrywanie filmu, ale … nie mógł widzieć przygotowań. Zatem najpierw należało ustawić czy ułożyć kamery, ustawić inny sprzęt i dopiero wówczas Mistrz mógł być poproszony „na plan”. Wszystko po to, aby nagrywanie było czymś pojawiającym się w tle. Gdyby sprzęt był przygotowywany w jego obecności, Mrożek odwróciłby się na pięcie i odszedł. W niektórych scenach widać, że bohater filmu ma na przykład świadomość, że gdzieś nisko jest kamera i uważa, aby nie nadepnąć na nią. Wówczas jednak ona mu nie przeszkadza. Domyślam się, że oswajanie Mrożka było zajęciem długotrwałym, za to efekty są znakomite. Reżyser opowiadał mnóstwo ciekawych rzeczy o technice kręcenia filmu. Moim zdaniem, trochę przeszkadzał mu prowadzący rozmowę dyrektor Instytutu Badań Literackich, prof. Mikołaj Sokołowski. Pan profesor ma olbrzymią wiedzę i świetnie ją przekazuje, był znakomicie przygotowany. Wolałbym jednak aby akurat podczas tej „rozmowy dwóch młodych intelektualistów” – jak sam to określił – więcej mówił reżyser filmu.

Kilka dni później, 17 października, film zaprezentowano w przepięknej Filharmonii Szczecińskiej. Mam nadzieję, że mieszkańcy innych regionów Polski również będą mieć przyjemność obejrzenia tego artystycznego filmu.
Komentarze