W dziesiątej kolejce, jak zwykle ekscytująco zapowiadająca się rywalizacja warszawskiej Legii na stadionie Wisły Kraków.
Ileż razy mecze tych dwóch drużyn decydowały o tytule Mistrza Polski … Tym razem należałoby odwrócić tabelę żeby było jak w przeszłości.
Dariusz Wdowczyk – trener Wisły – przed meczem rozbrajająco stwierdził, że co prawda Legia ma lepszych piłkarzy, ale on ma lepszą drużynę. Mówienie o lepszej drużynie w przypadku zespołu okupującego już od kilku kolejek ostatnie miejsce w tabeli jest co najmniej żartobliwe, ale faktycznie w pierwszej połowie to Wisła była stroną przeważającą i sprawiała wrażenie, w tym słabym meczu, zespołu lepiej poukładanego. A także z pewnością bardziej walecznego, chociaż w pewnym momencie udowodnili to bardziej w bokserskim, niż piłkarskim zaangażowaniu.
Jeżeli ktokolwiek myślał, że odejście albańskiego trenera jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmieni zespół Mistrza Polski to musiał przełknąć, że pierwszy celny strzał na bramkę oddał Michał Pazdan (może dlatego że pochodzi właśnie z dawnej stolicy Polski) w … 52 minucie. Inna sprawa, że był bliski powodzenia.
Chwilę później jednak wychowanek Hutnika Kraków musiał opuścić boisko – kontuzja wyglądała niestety na tyle groźnie, że najprawdopodobniej w przyszłotygodniowym meczu Ligi Mistrzów wojskowi będą musieli sobie radzić bez swojego najlepszego obrońcy.
Jakby nieszczęść było mało to Legioniści coraz bardziej gubili się w obronie i Wisła zwietrzyła swoją szansę. Po zagraniu ręką obrońcy Legii w polu karnym, w 82 minucie, krakowianie stanęli przed wymarzoną szansą na pognębienie odwiecznego rywala. Ale jednak w gronie Wojskowych jest piłkarz, do którego nikt w tym sezonie nie może mieć pretensji. Arkadiusz Malarz wyczuł intencje strzelca i odbił stosunkowo słaby strzał. Wynik bezbramkowy utrzymywał się wiec na stadionie Wisły Kraków jakby pieczętując tegoroczne wyczyny obu zespołów.
W doliczonym czasie gry jeszcze mała scysja piłkarzy obu klubów, piłka meczowa dla Legii, ale obrońca Wisły wybija piłkę z linii bramkowej i remis stał się faktem. Cóż … Może w takich okolicznościach przyrody dla obu drużyn każdy punkcik jest cenny?
Komentarze