Roman Soroczyński składa życzenia urodzinowe wybitnemu artyście sceny, ekranu i radia.
Wśród polskich aktorach jest sporo osób od dzieciństwa grywających w teatrze czy kinie. Jednym z nich jest Piotr Fronczewski, który 8 czerwca 2016 roku obchodzi siedemdziesiątą rocznicę Urodzin.
Mały Piotrek zadebiutował w Teatrze Syrena, w spektaklu Pan Vincenzo jest moim ojcem. Jak wynika z domowego archiwum Aktora, został wówczas zatrudniony „na stanowisku: Młodociana Pomoc Artystyczna”. W 1957 roku wystąpił w spektaklu Żołnierz Królowej Madagaskaru Teatru Telewizji, a rok później zagrał Bogusia Barcikowskiego – syna listonosza w filmie Wolne miasto Stanisława Różewicza. Przyznam, że do dzisiaj w moich oczach pojawiają się łzy, kiedy oglądam scenę, w której hitlerowcy prowadzą obrońców Poczty Gdańskiej przez miasto, a – popychany przez stojących z boku niemieckich cywilów – chłopiec woła: „Tato, Tatusiu”.
Nie będę wymieniał dalszych ról filmowych Piotra Fronczewskiego. Każdy Czytelnik portalu www.test.prowarszawa.pl zapewne oglądał niejeden film z Jego udziałem. Wszyscy też pamiętają kabotyńskiego Pana Piotrusia w telewizyjnym „Kabareciku Olgi Lipińskiej”. Przypomnijmy też, że Piotr Fronczewski był pierwszym z wybitnych polskich aktorów, którzy po 1989 roku zagrali w reklamach. Czy ktoś pamięta, że chodziło wówczas o odtwarzacze wideo?
Zastanawiam się, czy na pewno Pan Piotr będzie świętował dzisiaj swój Jubileusz. Podejrzewam, że w swojej skromności potraktuje ten dzień, jak każdy inny. Z czego wynika moje przekonanie? Ot, choćby z tego, że Piotr Fronczewski nie uważa, iż Jego działalność artystyczna zasługuje na jakąś szerszą opowieść. Właściwie powinienem użyć czasu przeszłego: „nie uważał”. Uległ bowiem namowom Marcina Mastalerza na dłuższy wywiad, którego treść została opublikowana w książce Ja, Fronczewski, wydanej w 2015 roku przez Wydawnictwo Znak. Ale już w pierwszych słowach zastrzega: „Nie ma we mnie takiego przekonania, żebym miał coś istotnego do powiedzenia światu. Czy komukolwiek zresztą. Wywiad rzeka? Strumyk raczej. Jakaś strużka marna. Dobrze będzie, jak pan szesnaście stron uzbiera. Kajecik chudy”. Na szczęście „uzbierało” się niemal 340 stron arcyciekawej rozmowy. Przewija się w niej wiele wspomnień związanych z teatrem, który – moim zdaniem – daje największe możliwości pokazania talentu Piotra Fronczewskiego. Niezwykle skromnie opowiada o swoich doświadczeniach teatralnych, o swoich przeistoczeniach. Opowiada o kulisach wielu przedstawień, w których brał udział.

Nie wstydzi się tego, że zdarzało mu się grywać „ogony”. Mówi: „dla mnie każda rola jest debiutem. Nie przybyło mi pewności siebie. To jest wieczne poszukiwanie”. Tymczasem śmiem twierdzić, że jest, jak król Midas: jakiej roli się nie dotknie, jest ona sukcesem. Z cytowanej książki wynika, jak wielką estymą obdarzał Gustawa Holoubka: do annałów polskiego teatru przeszło Jego wystąpienie nad grobem swego dyrektora.

Pan Piotr jest skarbnicą wielu anegdot z życia teatralnego. Co ciekawe, cytowane przez Niego anegdoty nie są złośliwe i nie wnikają w intymne życie środowiska. Dzisiejszy Jubilat nie mieści się we współczesnych, celebryckich, kanonach, gdzie króluje wścibstwo i aroganckie wręcz wchodzenie do łóżka.
Spodziewam się, że uważniejsi z potencjalnych Czytelników zarzucą mi niekonsekwencję. Otóż, wcześniej napisałem, że nie jestem pewien, czy Pan Piotr będzie dzisiaj świętował swój Jubileusz. Spojrzałem jednak do repertuaru Teatru ATENEUM i widzę, że na jego deskach będzie wystawiany świetny recital Róbmy swoje, który opisywaliśmy na naszej stronie (zob.: https://www.test.prowarszawa.pl/kultura/robmy-swoje-w-teatrze-ateneum-2/).

Piotr Fronczewski recytuje w nim utwór Nie wycofuj się inteligencjo. Jak znam życie i inwencję dyrekcji oraz pracowników Teatru ATENEUM, to spodziewam się różnych „niespodziewanek”. A tymczasem dziękuję Panu Piotrowi Fronczewskiemu za to, że jest i był na scenie, w filmie, w kabarecie. Życzę wielu dalszych sukcesów i długich lat życia w zdrowiu – tak, abyśmy jeszcze przez wiele lat mogli cieszyć swoje oczy i uszy piękną grą i wspaniałą dykcją.
Komentarze